Rower w autobusie nie musi być przeszkodą

Przy okazji nadejścia jesieni pojawił się odwieczny temat transportowania roweru komunikacją miejską. W dużych aglomeracjach takich jak śląska, trójmiejska czy warszawska rower rozwiązuje bardzo dużo problemów komunikacyjnych. Często aby dojechać do pracy, ludzie pokonują duże odległości mieszanymi środkami – od kolei po autobusy. O ile w tych pierwszych rower stanowi mniejszy problem, o tyle w autobusach, które z reguły niechętnie chcą przyjmować jednoślady jest to już kłopotliwe. A podróż rowerem pomiędzy poszczególnymi przejazdami skraca znacznie dotarcie do pracy. A potem – do domu. Owszem, mamy też dużo mniej inwazyjne przestrzennie hulajnogi, znajdziemy też w autobusach ludzi na rolkach i deskach, ale jeśli kochamy jednoślady, sytuacja trochę się komplikuje. Oto dlaczego.

Rower w autobusie – miejsce niby jest….

…ale nie do końca. Bo rower sam w sobie idealny jeśli się nim poruszamy z punktu A do B, w transporcie publicznym staje się mniej poręczny. Jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia przeciętnego człowieka, dwa koła i rama stanowią dużą bryłę, która zajmuje sporo miejsca. Nawet jeśli jest to lekki jednoślad, rower w autobusie zajmie tyle samo miejsca co dwie osoby z zakupami. Mamy tu jeszcze koła, opony, i kierownice ze wszystkimi jadowitymi częściami – manetki, kształty kierownic, rogi, linki, prowadnice, liczniki. Nie dość, że łatwo tym zaczepić, to i trzeba na to uważać. Łańcuch i ogumienie nie należą do liderów czystości i jeśli otrzemy się nimi o przyjemną panią w sukience koloru écru, zmieni się ona w najlepszym wypadku w Działa Nawarony a my będziemy zmuszeni wysłuchać litanii o kosztownym materiale i praniu, a tego program dojazdu do domu raczej nie przewiduje (chyba że Pani jest nieziemsko ładna – ale to inna historia).

Rower na haku w pociągu

No dobrze, widzimy więc na starcie, że jest ogromnie dużo problemów i szczerze nie zdziwi nas zniechęcenie do takiej kombinacji, zwłaszcza że jak widać małżeństwo miłośników jednośladów i transportu publicznego nie należy do udanych. Ale nie warto się zniechęcać! Są sytuacje, kiedy jechać się po prostu nie da, a my naprawdę mamy prawo dostać się do domu. Zamiast jednak wdawać się w utarczki z pasażerami, idźmy do kierowcy i po prostu zapytajmy, czy możemy to zrobić. Kierowca oczywiście może się zgodzić – lecimy więc do drugiego wejścia (ustawowo jest to miejsce dla matek z dziećmi i wózków inwalidzkich) i możemy wsiadać. Kierowca może nas jednak też przekonać, że nie wsiądziemy. Stanie się to gdy miejsce na ewentualny rower zajmuje osoba niepełnosprawna, jest pora szczytu komunikacyjnego, a także jeśli nasz jednoślad jest ubłocony jak świnia i nie da się tego obejść.

Chcąc nie chcąc, musimy się z tym zgadzać. Przepisy ogólne są dość jednoznaczne w tej kwestii, natomiast warto zainteresować się tymi, które regulowane są już przez konkretnych przewoźników. I tak, w Warszawie jest to jak najbardziej możliwe – jeśli jest miejsce. Operator czyli Metro, MZA i Tramwaje Miejskie we współpracy pozwalają na transport roweru. W metrze wsiadamy w pierwsze lub ostatnie drzwi, w tramwaju i autobusie – wspomniane drugie. Mamy bilet – możemy wsiąść, bo rower jest traktowany jak bagaż. Pojawia się osoba na wózku, matka z dzieckiem? Ustępujemy miejsca. No i ważne – rower w autobusie to przywilej, nie prawo.

Jedźmy na rower. W autobusie, tramwaju, kolei.

W ZTM Katowice sytuacja wygląda podobnie. Śląsk jest pod tym względem jeszcze trudniejszy niż Warszawa, ale tam gęsta sieć połączeń kolejowych sprawia, że można to zrobić nieco łatwiej, pociągiem. Poszczególne pojazdy noszą oznaczenia oznaczające uprawnienia, niemniej nie odbyło się bez problemów – w ubiegłym roku wybuchła afera gdy kierowca wyprosił 14-latka z rowerem BMX z autobusu. Kierowcy zarzucono nadinterpretację przepisów – była pora wieczorna, a dzieciak miał do przejechania 20 km, co rowerem typu BMX nie jest łatwym zadaniem. Jak więc widać, przepisy są delikatne w tej materii i kłopoty możemy mieć zawsze. Kłopoty miał też kierowca – ZTM Katowice nie chciał tolerować tak drastycznego postępowania.

W Trójmieście interpretacja przepisów postawiła osoby na wózkach i matki z dziećmi wyżej niż rowerzystów – kiedy Ci pierwsi wsiadają, Ci drudzy mają obowiązek opuścić autobus ustępując miejsca i tracąc swoje bilety. Z jednej strony to trochę drastyczne – ale z drugiej Trójmiasto wprowadziło tak zwany „rowerowy autobus”, który w sezonie wakacyjnym w weekend mógł przewieźć swobodnie do ośmiu rowerów.

rowery na tylnym haku autobusu

W tramwajach jest wszędzie tak samo – rower w autobusie czy tramwaju traktowany jest jako bagaż, ale dość kłopotliwy by spowodować, że nasza podróż będzie krótsza niż zakładaliśmy. O ile koleje poradziły sobie tworząc pojazdy i wagony przystosowane do tego typu transportu, o tyle działające na mniejszych odległościach jednostki transportu miejskiego nie są aż tak przychylne. Z jednej strony możemy się z tym zgadzać, z drugiej – istnieją sytuacje, które wymagają więcej elastyczności: osoba kierująca rowerem mogła mieć awarię, wypadek, źle się czuje. Myślimy, że nikt nie chciałby kogoś takiego zostawić w potrzebie mając świadomość, że kolejnego dnia sam może potrzebować pomocy. Rowerowo bliżej nam czasami do Rosji niż Holandii, ale wysiłek musimy podejmować każdego dnia by tę sytuację zmieniać.

Rower w autobusie: fakty i mity.

Siłując się z opisywaną problematyką każdego dnia, trafiając na innych kierowców i inne poczucie humoru, elastyczność i nastawienie, szybko zrozumiemy jak różnie może być. Nikt nie gwarantuje nam pozytywnego zakończenia naszych zmagań, a co za tym idzie, musi dojść do pewnego przełomu i wyjścia z założenia, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi a dopiero potem rowerzystami i kierowcami autobusów. To ciężka praca, zwłaszcza na polskim gruncie, niemniej zwróćmy uwagę ile potencjalnych korzyści to niesie – każdy rowerzysta w autobusie i poza nim to jeden kierowca samochodu mniej w zatłoczonych metropoliach bijących się o każdy metr przestrzeni na drogach i parkingach. To mniej smogu, mniej smrodu, mniej tłoku. Dlatego upraszamy o nieco więcej atencji we wzajemnych rowerowo – autobusowych stosunkach. Obu stronom wyjdzie to na dobre.

Sprawdź również artykuł o rowerach elektrycznych